Rok 1981. Janek jest dozorcą w Zakładach Konfekcji Damskiej w Chorzęcinach. Ten szczwany Casanova to prawdziwy człowiek o janusowym obliczu. Dzięki charyzmie i determinacji udaje mu się owinąć wokół palca dwie kobiety o skrajnych poglądach: Annę, szwaczkę i działaczkę lokalnego oddziału „Solidarności”, oraz Wandę, major Służby Bezpieczeństwa i zagorzałą komunistkę. Janek sprytnie ukrywa przed kochankami istnienie „tej drugiej” – opracował bowiem przemyślaną strategię. W mgnieniu oka potrafi zmienić scenografię swojej kanciapy zależnie od sytuacji: odwraca portret Jana Pawła II, którego rewersem jest Lenin, przeskakuje z repertuaru Kaczmarskiego na radzieckie utwory, raz leje zimną wódeczkę, raz wznosi romantyczne toasty winem. Bohater wie, że gra na dwa fronty jest podwójnie korzystna: Wanda, przedstawicielka bezpieki, w sypialni okazuje się prawdziwą dominą z nieodłączną walizką seksgadżetów prosto z Berlina Zachodniego, a na łonie miłej Ani znajduje bezpieczne ukojenie, które „tylko stan wojenny mógłby zburzyć” – słowa wypowiedziane jako niewinny żart po wystąpieniu telewizyjnym szefa Komitetu Obrony Kraju zmienią życie Janka w horror. Spirala zdarzeń nabiera tempa; Anna zostawia u kochanka czarną walizkę pieniędzy wypłaconych z kont „Solidarności”, których szuka cała lokalna SB, a która zostaje podmieniona na identyczną walizkę seksgadżetów, kiedy Wanda zakłada tu bazę operacyjną z pomocą niezbyt rozgarniętego milicjanta. Ale Janek ma najwyraźniej boską opiekę w osobie kolegi z dzieciństwa, księdza Wieśka. Żeby nie dopuścić do ujawnienia swojej poliamorii, bohater wzbija się na wyżyny sztuki manipulacji: udaje lidera lokalnej „Solidarności”, wymyśla pogrzeb nieistniejącej siostry w Radomiu, która okazuje się pielęgniarką, prostytutką i narkomanką w jednej osobie. Anna zostaje ukryta w szafie, a Wanda w samej bieliźnie przykuta kajdankami do rury w łazience. Nawet biedny przyjaciel w sutannie z męskiej lojalności zaklina się, że jego dusza jest równie czerwona, co flaga ZSRR. Wiesiek i Janek cudem unikają aresztu, a solidarnościowe pieniądze ostatecznie trafią pod opiekę Biskupa i zostaną ukryte w seminarium duchownym...
Autor z wirtuozerią bawi się konwencją farsy, puszczając oko do Cooneya, a w rekwizytach rozpoznajemy cytaty z filmu Żądło. Efektem jest przezabawna komediofarsa osadzona w naszym absurdalnym sosie. Czas na #komedia.pl!