„Trzeba rodzić, bo rodzina jest ważna” – pada na początku utworu. Rodzina jawi się jako gwarant stabilizacji w czasach węgierskiej transformacji ustrojowej i gospodarczej; niestety, w toku akcji (utwór zawiera się w szerokich ramach czasowych, opisuje kilkadziesiąt lat) okazuje się, że to jedynie mrzonka, a każdy z członków familii dryfuje w swoją stronę niesiony przez życie, tłumiąc w sobie gorycz związaną z niespełnionymi marzeniami i ambicjami. Jednym z głównych tematów utworu są powikłane relacje z rodzicami: fizycznie nieobecnym na scenie Ojcem oraz Matką, poświęcającą całą swoją uwagę ciężko choremu synowi, Josy. W późniejszej części utworu uśpiony żal do obojętnej matki zostaje skanalizowany; dzieci piętnują jej niegdysiejszy romans z radzieckim żołnierzem.
Jak pisze wybitna badaczka teatru i dramatu, Zsuzsa Radnóti, w antologii Wróg publiczny i inne dramaty węgierskie:
„Pozornie historia kraju zmieniła się na lepsze, ale jego obywatele nie potrafili bądź nie chcieli czerpać zysków z tej zmiany. Dzieci nie akceptują poszanowania tradycji i etyki pracy ich ojca, wszystko się rozpada, wszyscy egoistycznie, różnymi drogami, próbują radzić sobie w życiu, ignorując resztę rodziny. Dramat staje się smutną historią upadku, a my jesteśmy świadkami klęski moralnej nowego wspaniałego świata”.
Każdy z szóstki dzieci ma zarówno swój indywidualny charakter, jak i rysy charakterystyczne dla danego pokolenia. Najstarszy syn, Tomi, rezygnuje z własnych ambicji, by szybko nauczyć się zawodu i móc utrzymać rodzinę. Błyskawicznie zakłada własną i udziela rodzeństwu rad dotyczących „podstawowej komórki społecznej”, niemniej jego rodzina się rozpada. Z kolei najmłodsza córka, Feszter, to zbuntowana alterglobalistka usilnie poszukująca swojej życiowej ścieżki, szukająca zrozumienia u podobnych sobie ludzi w Internecie. Jej poglądy stanowią nie tyle wynik świadomych poszukiwań, co wyraz lęku przed samotnością i pustką.
Monumentalne dzieło młodego, lecz utytułowanego autora stanowi bogaty materiał do interpretacyjnych poszukiwań – z dialogów braci i sióstr można wyłuskać mnogość problemów, zarówno tych związanych z funkcjonowaniem w nowej polityczno-gospodarczej rzeczywistości, jak i uniwersalnych, ogólnoludzkich.
Rodzeństwo Ivan i Ilonka czuwa przy umierającym ojcu – choć owo „czuwanie” jest eufemizmem. Tak naprawdę życzą rodzicielowi rychłej śmierci. Akcja toczy się w węgierskiej prowincji na terenie Rumunii – w dotkniętej plagą samobójstw górniczej miejscowości panuje bieda, bezrobocie, brak perspektyw. Bohaterowie godzinami spędzają czas na jałowych pogadankach, zapijają nudę palinką, fantazjują o ponętnej Ilonce, która wzbudza zainteresowanie nawet swojego przyrodniego brata. Dominuje przaśny humor i siermiężne anegdoty, jednak spod tego komediowego sztafażu wyziera egzystencjalna pustka. Jak mówi Ivan: „Jaki jestem? Taki. Jestem taki jak ta kopalnia. Wejście do niej wysadzili w powietrze i nie ma w niej już niczego prócz ciemności. Ogromna nicość. Gdyby ktoś do niej zajrzał, przeraziłby się na widok tej pustki”. Jeszcze tli się w bohaterach mit ucieczki – zarówno w wymiarze realnym, do wielkiego miasta, jak i symbolicznym – w śmierć. Płonne nadzieje są jednak zbyt słabym paliwem, a jakakolwiek odmiana jest niemożliwa.
Jak pisze Zsuzsa Radnóti, wybitna badaczka teatru i dramatu, we wstępie do antologii Wróg publiczny i inne dramaty węgierskie:
„Chodzi o pełną współczucia ironię, autoironię i czarny humor, które stale drwią z węgierskiego losu i na swój sposób zapewniają przetrwanie. Trudno w to uwierzyć, ale, obserwując proces upadku rodziny i społeczności, właściwie przez cały czas się śmiejemy [...] Szczególnym talentem Székelya jest to, że znaną i uznaną na świecie tradycję peszteńskiego humoru brawurowo przenosi na grunt genialnie zdegradowanego języka węgierskiego”.
Ów „zdegradowany język węgierski” został świetnie oddany przez tłumacza, Daniela Warmuza. Dzięki wartkiemu, stylizowanemu na gwarę przekładowi łatwo wyobrazić sobie przeniesienie akcji na polską wieś, choćby na dawne tereny popegeerowskie.