język polskijęzyk angielski

Wielkie wymieranie

Gatunek sztuki
Dramat
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn
Szczegóły
czarna komedia apokaliptyczna
Szczegóły obsady
przy dublowaniu ról

Ktoś puka do drzwi. Gospodarz kaszle krwią, parobcy leżą martwi w domu i stajni, zwierzęta padają, staw nie nadaje się do użytku, ale najpilniejszą sprawą pozostaje testament. Majątek trzeba przepisać, karawan trzeba kupić, umowę trzeba podpisać, wino trzeba donieść, a świat musi się kręcić. Najlepiej coraz szybciej. W Wielkim wymieraniu koniec świata nie przychodzi jako wzniosła katastrofa. Przychodzi jako kolejka interesantów, domowych obowiązków, niedostarczonych usług i ludzi, którzy umierają w złym momencie, przeszkadzając żywym w załatwianiu spraw.

Jaga Madej buduje sztukę z powtarzalnych układów: izba, wejście z ulicy, zaplecze, stół, ktoś chory, ktoś głodny, ktoś przekonany, że jeszcze da się coś sprzedać albo ocalić. W pierwszym akcie pracuje testament i własność. W drugim karczma zamienia epidemię w wolność wyboru między marazmem a myśleniem magicznym, między brakiem działania a działaniem bezsensownym. W trzecim chory ojciec i syn pilnują pieniędzy, kiedy wokół rozpada się podstawowa umowa rodzinna. W finale sąsiedzi przychodzą z troską, ale szybko okazuje się, że troska ma pojemne kieszenie. Katastrofa nie unieważnia interesu. Przeciwnie, oczyszcza rynek z subtelności.

Najmocniejszy mechanizm tej sztuki polega na tym, że bohaterowie nie wypierają śmierci dlatego, że są głupi. Oni wypierają ją, bo uznanie faktów zniszczyłoby cały system ich codziennych uzasadnień. Gospodarz musi wierzyć, że chorują tylko leniwi i źle ubrani, bo inaczej musiałby zobaczyć własny rozpad. Karczmarz musi wierzyć, że zaraza jest wymysłem władzy, bo na tej niewierze zarabia. Sprzedawca musi wierzyć w zioła, Biczownik w ćwiczenia i dyscyplinę, sąsiedzi w dobre maniery. Każdy ma swoją małą ideologię przetrwania. Problem w tym, że ideologia nie oddycha za człowieka, kiedy płuca już nie chcą.

Język tekstu jest szybki, użytkowy i konsekwentnie komiczny. Postacie mówią tak, jakby śmierć była tylko zakłóceniem organizacji pracy. Ktoś kona, ale ktoś inny musi skończyć przymiarkę, dopisać inwentarz, znaleźć dostawcę beczek, sprzedać suplement albo wynieść ciało. Autorka dobrze słyszy mechanizm frazy potocznej, szczególnie tej, która usprawiedliwia przemoc zdrowym rozsądkiem. „Nie ma żadnej zarazy” powraca tu nie jako pogląd, lecz jako czynność. Kto to mówi, ten zyskuje jeszcze kilka minut prawa do rządzenia pokojem.

Scenicznie to materiał oparty na rytmie wejść, kumulacji ciał i komedii zaprzeczenia. Kolejne akty można grać niemal jak wariacje na ten sam temat: zamknięta przestrzeń, rosnąca liczba przedmiotów, słabnące ciała, coraz bardziej absurdalne próby zachowania normalności. Tekst daje aktorom konkretne zadania: kaszel, głód, handel, troskę udawaną zbyt długo, panikę przykrytą formułką, chciwość przebraną za obowiązek. Śmieszność nie łagodzi tu okrucieństwa. Raczej pokazuje, że okrucieństwo, jeśli ma dobrze funkcjonować, potrzebuje tylko stołu, papierów i kogoś, kto powie: proszę podpisać.

Sztuka o ludziach, którzy na końcu świata nie przestają pracować, handlować, dziedziczyć, diagnozować i pouczać innych. Gdy wszystko się rozpada, nie pojawia się nagle prawda o człowieku. Pojawia się zwyczajny człowiek, tylko bez dekoracji. I to wystarcza, żeby można się w nim rozpoznać. 

Formularz zamówienia sztuki

Zamawiana sztuka: Wielkie wymieranie