Petr Zelenka robi to, co umie najlepiej: zamyka sześć osób w jednym miejscu i pozwala im mówić. Na tarasie zwykłego mieszkania zbiera się rodzina, która przyszła załatwić drobną sprawę towarzyską, a kończy na publicznym audycie swoich ambicji, lęków i sekretów. Kolacja, rozmowa, kieliszek, kilka nieporozumień i nagle okazuje się, że każdy z obecnych ma coś do stracenia i coś do ukrycia. Najbardziej jednak boją się jednego: że ktoś zobaczy ich takimi, jacy są naprawdę.
Amatorzy to komedia o rodzinie traktowanej jak przeszkoda w karierze, projekcie życiowym albo wizerunku. Bohaterowie mówią o wolności, tolerancji i nowoczesności, ale wystarczy jedna informacja nie na miejscu, żeby cały ten język rozsypał się jak dekoracja z kartonu. Seks, pieniądze, awans, reputacja i wstyd krążą tu w jednym obiegu, a każde zdanie jest próbą ratowania własnej pozycji. Nikt nie słucha, wszyscy się bronią.
Zelenka prowadzi akcję precyzyjnie, ale bez nachalnych fajerwerków. Komizm rodzi się z charakterów, z ich nadmiernej samoświadomości i jeszcze większej ślepoty na innych. To nie jest farsa o pomyłkach, tylko komedia o ludziach, którzy są przekonani, że doskonale wiedzą, jak działa świat, dopóki świat nie zacznie mówić ich własnymi słowami. Każda kolejna scena podnosi temperaturę rozmowy i obnaża kolejne warstwy pozornej normalności.
Amatorzy są zabawni w sposób niewygodny. To sztuka o relacjach jako nieustannym improwizowaniu ról, w których nikt nie jest zawodowcem. Każdy udaje, że panuje nad sytuacją, i każdy w końcu się kompromituje. Zelenka nie moralizuje i nie szuka winnych. Pokazuje tylko jedno: w sprawach rodzinnych wszyscy jesteśmy dyletantami. A im bardziej staramy się temu zaprzeczyć, tym głośniej robi się na tarasie.