Obsesyjny i pełen naiwnego czaru, beztroskich, lecz okrutnych wspomnień - dialog o starości. Dialog, który brzmi w uszach słuchaczy jak partytura muzyczna. Stąd tytuł sztuki - będący tytułem utworu Arnolda Schönberga. Jeśli jeszcze widz mógłby sobie wyobrazić sceniczną interpretację dwóch świetnych bohaterek: Lamii i Lamblii, staroświeckich sióstr - pianistek, które mieszkają razem w domku z ogródkiem - wówczas znajdzie się w dramacie Michała Bajera.
Ale nie jest to bynajmniej wizja spokojnej egzystencji, gdyż panie toczą ze sobą nieustanne boje, godzą się i rozstają. Podczas wizyty u lekarza pomawiają się nawzajem o szaleństwo i psychopatię - oczywiście, jedna za plecami drugiej. Nie jesteśmy pewni, czy to wariactwo, czy normalny proces, któremu kobiety ulegają niepostrzeżenie wraz ze zbawienną niepamięcią. Fale zapominania niosą ulgę, fale wspomnień niosą niepokój. I tak obie kobiety na krawędzi życia kołyszą się w takt tych przypływów i odpływów nie/pamięci. A przecież bohaterki walczą rozpaczliwie o tę pamięć. Podlewają dziesięć razy z rzędu ten sam nieszczęsny kwiatek, wspominają bez końca dzieciństwo i rodziców, płomienny romans Róży, krewnych i znajomych. Wybierają się do Kazimierza nad Wisłą, by za chwilę odwołać wyjazd. Bawią się w matkę i córkę. Przygotowują się (mają kartoniki pytań i odpowiedzi!) do wizyty Anny, córki Lamii. Ida ćwiczy odpowiedzi, aby wypaść jak najlepiej, jak najnormalniej. Ale czy Anna rzeczywiście istnieje? Czy fiolka, którą potrząsa Lamblia istotnie zawiera strychninę? Życie dwóch kruchych istot pełne jest zagadek i tajemnic, niczym staroświecki romans z zasuszoną różą na ostatniej stronie. Kiedy w końcu autor uśmierci jedną z sióstr - jak w prawdziwym kryminale - nie wierzymy do końca w prawdę tego faktu. Jest on bowiem podany jak poezja. Możemy go przyjąć tak, jak ogląda się zatopionego w bursztynie owada. Trzymający w napięciu dialog i licentia poetica warte są najlepszego aktorstwa.
Sztuka tłumaczona na język niemiecki