Osoby: 1) LARSEN 2) MATKA 3) PAN SPOLIK 4) ZVIDD
Grzegorz Wróblewski jest znany polskiemu czytelnikowi głównie jako poeta, choć w pismach literackich możemy również natknąć się na notki o utworach dramatycznych jego autorstwa - np. o Nowej Kolonii, sztuce kompozycją nawiązującej do dramatu poetycko-symboliczego. Swoistym fenomenem jest to, że została przetłumaczona (przez Wojciecha Laskowskiego i Marianne Sogaard Sorensen) oraz wydana w Danii, natomiast niezauważona w Polsce.
Sztuka składa się z pięćdziesięciu dwóch części, które można by uznać (gdyż autor tego nie określa) za sceny. Występują w niej cztery postacie - Matka, Zvidd, Pan Spolik oraz główny bohater utworu, "rozbity na dwoje" Larsen. Tworzy on ze sobą pewne "skupisko organizmów" połączonych w całość. Kolonię. Naturalną i zarazem dość nietypową formę życia, gdyż tworzą ją organizmy, które są samowystarczalne. Każdy z nich jest oddzielnym, w pełni zdolnym do samodzielnego życia osobnikiem. Dlaczego więc organizują się w większe całości? Skąd u Larsena ta potrzeba kontaktu "ze sobą"?
Jest to tekst o człowieku, w pełnym wymiarze tego słowa. Jego cielesności i duchowości (czy może raczej świadomości). Człowiek Wróblewskiego, jak człowiek Sartre"a, jest rozdzielony na dwoje. Jest bytem dla siebie, świadomym samego siebie, choć owa świadomość pozostaje na zewnątrz. Należy do świata bezrefleksyjnej przyrody. Odnajduje się w świecie jako coś niepełnego, oderwanego od czegoś, obcego. Ma poczucie, że znajduje się gdzieś indziej, całkiem sam. Wyraża się to w jego tęsknocie za kimś innym, niezaspokojona potrzeba prowadzi do wewnętrznego rozdwojenia. Larsen, nie mając z kim obcować, nie mogąc znieść samotności, zaczyna traktować samego siebie jako kogoś innego. Mówi do siebie, stwarzając iluzję bycia w towarzystwie. W ten sposób neguje samotność. Uwiarygodnia drugą osobę poprzez własne zachowanie, które, choć oparte na fikcji, same fikcją nie jest, raczej rzeczywistością przekształcającą człowieka. Zmiana ta ma charakter kolisty - Larsen oraz pozostali bohaterowie dramatu wracają do punktu wyjścia, tj. do doświadczenia samotności. Ponownie rozgrywa się misterium rozczarowania i nadziei, zwątpienia i wiary. Właściwie wszystko może się rozpocząć od nowa. Postacie dramatu powtarzają wypowiedziane na początku utworu kwestie, zapowiadając powtórkę tego samego. Czy jest więc możliwe, by opowieść powróciła, zachowując te same detale?
Nie, to co wydarzyło się między bohaterami, zmieniło ich. Przed ostatecznym posunięciem zdążyli wyznaczyć dla siebie nowe miejsca, wywołać nowe sytuacje. Tak naprawdę wszystko rozegrałoby się zupełnie inaczej.
W dramacie oba "elementy" bohatera nie są identyczne - istnieją dwa bieguny Larsena - zróżnicowane i wyspecjalizowane. Jedna "połowa" jest bierna, bojaźliwa i nieco spolegliwa. Ulega wpływom otoczenia. Bez próby jakiegokolwiek buntu poddaje się jego decyzjom, choć jednocześnie, gdy odczuje brak (początkowo bez świadomości, czym on właściwie jest) stara się go odnaleźć i nazwać. Na przeciwległym biegunie odnajdziemy innego Larsena - przebiegłego i bardziej "zorientowanego w sytuacji". To on podejmuje działanie, które ma na celu doprowadzenie do konfrontacji i połączenia obu "organizmów" - stworzenia kolonii wyższego rzędu, wyspecjalizowanej symbiozy, w której każdy z elementów byłby ze sobą skoordynowany. Każdy musi odnaleźć najbardziej optymalny dla siebie ekosystem. Dlatego Larsen szukał swojego przeciwległego bieguna. By móc żyć.
W dramacie występują cztery osoby, utwór nie ukazuje ich jednak poprzez działanie. To, co zachodzi między nimi, to Słowo, które zmienia, wywołuje określone sytuacje, steruje, zabiega o kontrolę nad postaciami dramatu. Larsena kształtują inni ludzie, ich historie, przedmioty; pan Spolik poprzez Zvidda stara się odciągnąć myśli Larsena od "siebie" opowiadając mu o rękawiczkach, widelcach itp. Słowa-wirusy mają zakłócić "działanie" Larsena (później pan Spolik postępuje podobnie z Matką).
Owa funkcja słowa w utworze powoduje, że "Nowa kolonia" Grzegorza Wróblewskiego wymaga niezwykłej uwagi odbiorcy, ale jej oryginalność, bogactwo znaczeń, gra słowem wywołującym całe obrazy czy zachowania sprawia, że pozostaje niepokój - twórczy, gdyż zaraz po nim rodzą się pytania o współczesnego człowieka, otaczającą nas rzeczywistość; dramat nie zaspokaja jedynie potrzeb estetycznych (ładne - brzydkie), czyni więcej - jakby na przekór bezrefleksyjnej, obrazkowej współczesności uświadamia istnienie i potrzebę świadomości, zaprzeczającej (czy też pokonującej) samotność.
Justyna Kasperek dla ADiT