Cesarz Gok

Autor: 
Levin, Hanoch
Przekład: 
Leder, Włodzimierz
Szczegóły obsady: 
sztuka wieloobsadowa

Gatunek: tragikomedia

Fabuła sztuki Hanocha Levina streszcza dzieje życia Cesarza Goka, wkładając je w usta Kalapatiego, oficjalnego oprawcy dworu, który jest jedyną sympatyczną postacią w sztuce. Ot, rzemieślnik, który wykonuje swoją profesję rzetelnie, bez zbytniego sadyzmu, czego nie można powiedzieć o jego pracodawcach. Nadworny kat specjalizuje się w wyłupianiu oczu i wyrywaniu języka, zarzynaniem i zakłuwaniem na śmierć zajmują się inni, niekoniecznie etatowi mordercy. W dramacie trup ściele się gęsto. Wierszowana narracja Kalapatiego spełnia tu rolę antycznego chóru i odautorskiego ja.

Poza krwawymi scenami są tutaj wspaniałe komiczne fragmenty: dyspozycje wydawane przez ministra dworu Litotripera i tajnego radcę Bespeci po zamordowaniu Cesarza Batoksa, monolog Ehefa z wyrwanym językiem, partia mimiczna z próbą przełożenia słów ociemniałego brata Tehehehe na zrozumiały język. Dwór cesarza Goka jest mikrokosmosem świata, gdzie roi się od miłości i nienawiści (miłość syna – Goka do matki – Jazwy przechodzi w nienawiść i próbę zabójstwa; żądna władzy matka przykłada się do ociemnienia i uwięzienia syna), zakłamania, intryg i okrucieństw (Gok każde ukarać swoich konkurentów politycznych – oślepić wujka Tehehehe i wyrwać język wujowi Ehef), patriotów, którzy okazują się mordercami, jak Tuk-Tuk i Cibo. Postaci, konfrontując się i godząc z losem, okazują się bezsilni wobec nieuchronnych wydarzeń, jak Cesarz Gok, któremu Kalapati wyłupia oczy.

W epilogu umierają trzy główne postaci dramatu: Jazwa, Gok i Kalapati, a narrator próbuje wymigać się od śmierci niezręczną wymówką: „przecież wcale nie jestem postacią, jestem narratorem". Przypomina to scenę z Latającego Cyrku Monty Pythona: postać Śmierci niczym z Siódmej Pieczęci Bergmana zabiera spożywające kolację towarzystwo. Na protesty biesiadników, że tak niespodzianie, bez ostrzeżenia i bez powodu... Śmierć wskazuje palcem resztki łososia. Towarzystwo podąża posłusznie za Śmiercią, ale ostatni z umarłych zrzędzi: „nawet nie tknąłem tej ryby".